|
 |
 |
 |
 |
|
 |
 |
|
 |
 |
czwartek, 09 września 2010 10:02 Imieniny: Ścibora, Sergiusza, Piotra |
|
|
 |
|
|
|
| Statystyki serwisu |
 |
| obecnie gości: 56 |
|
| odwiedziło nas: 16026867 |
|
| liczba odsłon: 22463636 |
|
| liczba stron: 3499 |
|
| komentarzy: 37764 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| Strona główna «
HISTORIA
«
Wspomnienia
«
Wspomnienia Edmunda Kunickiego
|
 |
 |
 |
Osiedlamy się | |
 |
 |
 |
Wreszcie wiadomość, że w niedzielę przed południem przyjadą podwody. Tylko trzy lub cztery i powinniśmy ustalić kto kiedy pojedzie. Zadecydowano, że najpierw wyjadą rodziny z małymi dziećmi. My jedziemy w poniedziałek. Tymczasem pomagamy przy załadunku. Ostatnia noc na stacji jak zawsze z przerywanym snem. Wreszcie nasz czas. Furmanki stoją na placu przez budynkiem stacyjnym. Nie ma do nich prostej drogi; albo przez tory między wagonami albo tunelem pod torami. Lżejsze rzeczy nosiłem z ojcem cięższe pomagali nosić sąsiedzi. Pamiętam, że po załadunku byliśmy z tatą tak zmęczeni, że odwlekliśmy wyjazd by choć trochę odpocząć. Sąsiedzi mają jeszcze większe kłopoty. My nie mamy zwierząt domowych, a oni mają krowi problem. Prowadzono zwierzęta okrężnymi drogami między wagonami, a drogę wskazują kolejarze. Wreszcie koło południa „karawana” rusza. Droga ślimaczy się bo uwiązane do furmanek zwierzęta nie pozwalają na szybszą jazdę. Po kilku kilometrach woźnica nie wytrzymuje i wysuwa się na czoło, a potem zacina konie i pozostawia resztę za sobą. Mijamy puste wioski. W jednej zatrzymują nas przesiedleńcy wypytując skąd jesteśmy i dokąd jedziemy – szukali swoich. Po kilku godzinach zatrzymujemy się. To tu mamy zamieszkać. Zdejmujemy rzeczy i składamy na chodniku. Woźnica informuje, że gdzieś tu powinni być sąsiedzi, których wczoraj przywiózł z Gorzowa. Poza tym w wiosce jest wiele pustych domów i możemy sobie wybrać jaki chcemy. Czy możecie wyobrazić sobie taką sytuację: na poboczu drogi w środku wioski stoją dwie dorosłe osoby i młodzieniec, a obok nich góra worków. Wioska jest pusta i w perspektywie ulicy nie widać żywej istoty. Tylko wiatr unosi z ziemi pierze i papiery. Na domach napisy w obcym języku. Otwarte drzwi, w niektórych oknach brakuje szyb. Wrażenie obcości jest obezwładniające. I jeszcze ta cisza, której nic nie zakłóca... Staliśmy nie wiedząc co robić. Postanawiamy poczekać na resztę sąsiadów. Rodzice usiedli na „dobytku”, a ja zajrzałem do pobliskich domów. Wewnątrz połamane meble - jakieś szafy, półki. Na podłodze druki i formularze zapisane gotykiem i pierze, wiele pierza. Opuszczone domy nie zachęcały do zwiedzania – wręcz straszyły pustką. Gdzieś powinni być nasi ale droga w perspektywie jest pusta i nawet kota nie widać. Mama trochę przerażona nie pozwala mi się oddalać. Po godzinie dojechali sąsiedzi. Zwierzęta były zmordowane i domagały się pokarmu i wody. Rozeszliśmy się w poszukiwaniu studni. Rzeczywistość okazała się brutalna. Nie było studni – tylko pompy, a te na skutek nie używania wyschły i nie podawały wody. Skupiliśmy się na ulicy myśląc co robić. Nie czuliśmy się bezpiecznie. Postanowiono, że pierwszą noc spędzimy razem w sąsiadujących z sobą gospodarstwach - po dwie, trzy rodziny w jednym domu; tak będzie bezpieczniej. Nie dokonując wielkich wyborów przenieśliśmy rzeczy do najbliższego obejścia. Tu mamy rozpaliły ogień i zrobiły coś do jedzenia. Zabezpieczyliśmy drzwi deskami i zmęczeni rychło zasnęliśmy. |
 | | |
 |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Copyright © 2004-2010 amb software | Wszelkie prawa zastrzeżone | Wykonanie: amb software Polecamy przeglądarkę Mozilla Firefox. |
|
|